Jaskinie Batu

June 28th, 2010

Kolejna seria zdjęć z jaskiń Batu.

batu-caves-2.jpg

batu-caves-3.jpg

batu-caves-4.jpg

batu-caves-5.jpg

batu-caves-6.jpg

batu-caves-7.jpg

batu-caves-8.jpg

batu-caves-9.jpg

batu-caves-10.jpg

batu-caves-11.jpg

batu-caves-12.jpg

batu-caves-13.jpg

Mistrz ceremonii

June 23rd, 2010

Zupełnie na sam koniec pobytu w Malezji, zaledwie kilka godzin przed powrotem do Polski, pojechaliśmy do znajdujących się 15 km od Kuala Lumpur jaskiń Batu. To był strzał w dziesiątkę. Na miejscu odbywały się masochistyczne obrzędy i były jak dla mnie najciekawszym momentem wyjazdu. Podobno takie rzeczy odbywają się tam prawie codziennie, więc jeśli ktoś lubi tego typu egzotykę to polecam. Raz w roku jaskinia jest miejscem spotkania miliona pielgrzymów. Patrząc co tam się dzieje w ciągu normalnego dnia, wydarzenie to musi być naprawdę ciekawe. Wracając do tego co my widzieliśmy to nie spodziewaliśmy się czegoś takiego zupełnie, a wrażenia opadły dopiero po wylądowaniu we Frankfurcie. Ludzie poprzekłuwani szpilkami, klapki z gwoździami, trans, muzyka na żywo i wszystko na wyciągnięcie ręki. Muszę dodać, że obrzędy nie miały w żaden sposób charakteru turystycznej atrakcji i były jak najbardziej autentyczne. Na początek zdjęć, seria z kimś w rodzaju mistrza ceremonii.

batu-caves-14.jpg

batu-caves-15.jpg

batu-caves-17.jpg

batu-caves-18.jpg

batu-caves-16.jpg

batu-caves-19.jpg

batu-caves-20.jpg

Walki kogutów

June 14th, 2010

Nikaragua była drugim krajem, w którym oglądałem walki kogutów. Walki są jakby bardziej okrutne, a zwierzęta traktowane są dużo bardziej przedmiotowo niż miało to miejsce na Filipinach. Tam walka kończyła, się gdy kogut nie mógł ustać. W Nikaragui natomiast ptak był zdolny do walki, nawet jeśli zupełnie nie był w stanie się poruszać, wystarczyło że leżał a jego głowa nie opadała w dół. Z tego powodu o wiele częstsze były remisy, po prostu oba koguty nie były już w stanie walczyć. Do prowokowania, używany był trzeci w pół żywy kogut, którego miejsce znajdowało się w specjalnej budzie. Ludzie machali nim wokół innych ptaków, wzbudzając przez to w nich agresje. Najbardziej jednak obrzydliwy był moment, w którym odsysano kogutom krew. Mężczyźni oczyszczali w ten sposób ptaki, by mogły dalej walczyć. Porównując oba kraje pod tym względem, można by rzec “Pokażcie mi walki kogutów w waszym kraju, a powiem wam jakim jesteście narodem”. Muszę przyznać, że o ile po Filipinach traktowałem tą rozrywkę jako element folkloru, o tyle teraz jestem przeciwnikiem. Co do zdjęć, to postanowiłem nie publikować tych najbardziej brutalnych. Gdyby jednak ktoś miał mocne nerwy i chciał je obejrzeć to niech da znać.

Walki kogutów

Klatki w których koguty oczekują na walkę.

Walki kogutów

walki-kogutow-14-3.jpg

walki-kogutow-14-6.jpg

Koguty uzbrajane są w specjalne ostrza, które dołączane są do ich łapek

Walki kogutów

walki-kogutow-10.jpg

Walki kogutów

walki-kogutow-14-5.jpg

Kogut po prawej, pomimo tego że nie jest w stanie się poruszać, w myśl regulaminu wciąż jest zdolny do walki

Walki kogutów

Walki kogutów

walki-kogutow-14-7.jpg

Moment odsysania krwi

walki-kogutow-14-4.jpg

Czy trzeba umrzeć tragicznie by być gwiazdą?

June 14th, 2010

malezja-1.jpg

Malezja, Kuala Lumpur.

Vandalism - connecting peoples

June 10th, 2010

vandalism2-1.jpg

Dziewczęta i chłopcy z Kuala Lumpur

June 9th, 2010

Muszę powiedzieć, że po moim poprzednim poście humor trochę mi się poprawił. Udało nam się trafić na dość ciekawą uroczystość, z której zdjęcia za jakiś czas powinienem tutaj wrzucić. Na początek zdjęć z Malezji kilka portretów z Kuala Lumpur.

kl-6.jpg

kl-7.jpg

kl-8.jpg

kl-10.jpg

kl-1.jpg

Malezja - gorace wrazenia

June 3rd, 2010

Wyjazd zupelnie spontaniczny. Wsiadajac do samolotu, nie wiedzielismy co dokladnie zrobic po jego opuszczeniu :). Niestety nie obylo sie bez przeszkod. Najpierw nie zalapalismy sie na lot z Gdanska do Frankfurtu, a pozniej stracilismy duzo wiecej czasu niz na poczatku przypuszczalismy, aby dostac sie na wyspe Tiaman, z ktorej teraz pisze. W koncu kiedy dotarlismy, myslelismy ze sie nareszcie zrelasksujemy. Poplynelismy na rafe, na ktorej oczywiscie sie dosc okrutnie strzaskalismy. Olga dosc mocno poparzyla sobie kark, ja zjaralem sobie plecy. Jest na tyle ciezko ze staramy sie ograniczac jakikolwiek kontakt z tym piekielnym tropikalnym sloncem. Teraz Olga spi a ja siedze w klimatyzowanej kafejce i pisze tego w sumie niezbyt optymistycznego posta. Jutro z powrotem do Kuala Lumpur, a stamtad powrot do domu. Dosc duzo zastanawialem sie nad sensem tego wyjazdu i z przykroscia musze stwierdzic ze chyba planowanie dosc mocno zawiodlo, ten wyjazd mozna bylo lepiej zorganizowac :). Jesli dodac do tego wszystkie utrudnienia, ktore napotkalismy to wyjazd na Kaszuby chyba by nam bardziej wyszedl na zdrowie. Co do samej Malezji, to oczywiscie egzotyka dosc konkretna. Ciekawe polaczenie poludniowo wschodnich klimatow z islamem. Z jednej strony ludzie i krajobrazy w miare podobne do tych z Tajlandii. Z drugiej mentalnosc zgola inna. Na pewno na plus nalezy zapisac brak jakichkolwiek naciagaczy. Przez te kilka dni pobytu, nikt niczego nie chcial nam wcisnac. Do tego ludzie sprawiaja wrazenie naprawde zyczliwych i co rowniez nalezy zapisac na plus, bardzo dobrze mowia po angielksu. Zdjecia oczywiscie wrzuce po powrocie.