Walki kogutów - Manilla

November 30th, 2009

Walki kogutów były gdzieś w planach filipińskiego wyjazdu, jednak nie sądziłem że wysuną się one na pierwszą pozycję. Głównie ten motyw przewija się gdy wspominam tamtejszą podróż gdzie  w każdą niedzielę tłumy wybierają się na krwawe walki kogutów. Już pierwszego dnia pobytu wybrałem się w Manilli do hali o ciekawo brzmiącej nazwie COCKPIT, gdzie jak pewnie się domyślacie można obejrzeć ten egzotyczny sport. Wstęp kosztował jakieś 10PLN na sekcję dla mniej zamożnych, miejsce bliżej areny kosztowało drugie tyle, gdzie  oczywiście się wbiłem. W środku atmosfera przypominała trochę niedzielny  mecz polskiej ligi żużla. Tłum kibiców,kiełbaski, piwko,  jednak zamiast ryku motocyklowych silników roznosiło się swojskie KUKUUUURYKUU. Na środku sali była otoczona szybami arena, wokół niej trybuny wypełnione 2 tysiącami Filipińczyków pośród których byłem jedynym turystą. Czadzik :) Same walki były dość brutalne. Pojedynek rzadko kończy się remisem, a koguty czasami dziobią się nawet przez 10 minut. Nie wiem co się dzieje z przegranym, ale nadaje się jedynie na niedzielny rosołek. Wygrany też często jest dość mocno poobijany i  jego rekonwalescencja zajmuje pewnie więcej czasu niż bokserowi wagi ciężkiej po 10 rundowym pojedynku. Często jest tak że oba koguty mają naprawdę dość. Mimo tego sędzia ringowy podnosi je i prowokuje do dalszej walki. Wszystko to przy ogłuszającym aplauzie kibiców. Oczywiście głównym sensem walk są zakłady. To właśnie wtedy na hali było najgłośniej. Licencjonowani bookmacherzy przyjmowali zakłady od kibiców. Można było obstawiać różne stawki, które często przekraczały 10000 pesos (ok 600 PLN). Ja jako przeciwnik hazardu, ograniczyłem się do obserwacji i robieniu zdjęć, choć często inni zachęcali mnie do zakładów.

Na początek kilka kogucich portretów

1848230.jpg

dsc_7330_640.jpg

Kogut o imieniu Gray (tak koguty mają imiona) przed walką. Chyba przyniosłem mu szczęście bo wygrał

dsc_7375_640.jpg

dsc_7425_640.jpg

walki_kogutow.jpg

Kuba po raz drugi

November 15th, 2009

Wróciliśmy już z Kuby. Jak na 13 wyjazd nie obyło się bez kłopotów. Najpierw dwa dni kiblowania we Frankfurcie czekając na wolne miejsca, później już na miejscu, zatrucie pokarmowe, gorączka i ogólnie kiepsko. Mimo tego wszystkiego wyjazd oczywiście udany. Life partnerin się sprawdziła ;) Biletów do Kambodży jak na razie nie zwracamy i będziemy próbować jeszcze raz w grudniu.

Mexico city po raz kolejny

November 2nd, 2009

Niestety nie udalo sie nam dotrzec do Kambodzy. Teraz siedze przed komptuterem w Mexico City. Jest 4 rano i nie moge spac, Jetlag dopadl dosc konkretnie. Dzis lecimy na Kube…