Szkoła dla mnichów
February 23rd, 2008Fidel Castro - rezygnacja dyktatora
February 20th, 2008Szczerze mówiąc nie sądziłem, że do tego dojdzie. Fidel Castro na łamach kubańskiego dziennika granma, ogłosił rezygnację ze stanowiska przewodniczącego Rady Państwa, najwyższego urzędu na Kubie. Był uosobieniem polityka, który jako cel swojego życia obrał dojście i utrzymanie się przy władzy. Czytając jego biografię nie mogłem nadziwić się w jaki sposób, przez te wszystkie lata walki udało mu się uniknąć tylu zamachów na życie, niektórych już za czasów studenckich. Samo dojście do władzy było już czymś zupełnie niewiarygodnym. Dowodzona przez niego początkowo kilkunastosobowa grupa partyzantów pokonała regularną armię rządową. Po dojściu do władzy udało mu się oszukać cały świat, kiedy po zwycięstwie rewolucji na Kubie był symbolem walki o lepszy i bardziej sprawiedliwy świat. Niektóre kraje, jak na przykład Francja i to jeszcze za czasów premiera Mitterrand, widziała w nim usobienie wartości rewolucji francuskiej. Kiedy Fidel Castro po swoim zwycięskim marszu do władzy odwiedził Stany Zjednoczone mało kto przypuszczał, czym tak naprawdę w swym życiu kierował się ten najdłużej panujący dyktator naszych czasów. Okres sprawowania przez niego urzędu głowy państwa, przede wszystkim kojarzyć się będzie z kryzysem rakietowym, który doprowadził świat do krawędzi wojny atomowej. Po upadku komunizmu, Fidel stracił na swej światowej pozycji, do końca jednak wspierany przez liderów nowego ruchu lewicowego w Ameryce Południowej prezydentów Wenezueli Hugo Chaveza i Boliwii Evo Moralesa, a także swojego największego przyjaciela, laureata literackiej nagrody Nobla Gabriela Garcii Marquza.
Obecnie główna władza na Kubie należy do młodszego z braci Castro, Raula.
Na transparencie obok Fidela Castro, Hugo Chavez, jego główny polityczny zwolennik
Szkoła dla małych buddyjskich mnichów
February 17th, 2008Mirissa - zdjęcia z wioski
February 11th, 2008Weligama
February 9th, 2008Przejazd nad ocean
February 2nd, 2008Jeśli spojrzeć na mapę to Sri Lanka jest malutką wysepką, po której podróżowanie nie powinno stanowić problemu. Nic bardziej błędnego. Drogi są bardzo kiepskiej jakości, do tego zakorkowane, a centrum dość mocno górzyste. Wszystko to sprawia, że pokonanie nawet niewielkiej odległości może zająć dość wiele czasu. Tak długie przejazdy sprzyjają oczywiście nawiązywaniu kontaktów, a czasem nawet przyjaźni z lokalną ludnością, co zdecydowanie uatrakcyjnia podróż. Autobusy są z klimatyzacją, typu otwarte wszystkie okna i dzwi, przeważnie przepełnione, więc nie zawsze znajdzie się siedzące miejsce. W czasie przejzadu nad ocean, po raz pierwszy odczuliśmy, że miejscowy konflikt z organizacją tamilskich tygrysów jest wciąż żywy. Na trasie zaliczyliśmy kilka wojskowych check pointów, które w porównaniu do innych tego typu miejsc były wyjątkowo nieuciążliwe, a wojsko nawet miłe. Mniej miło było kiedy zdecydowaliśmy się zmienić nasze plany i w trakcie jazdy autobusem zdecydowaliśmy się dotrzeć do Yala National Park. Po opuszczeniu autobusu i rozmowie ze spotkanymi ludźmi okazało się, że park jest zamknięty. Powodem były morderstwa dokonane przez terrorystów na terenie parku. Po 15 minutach złapaliśmy kolejny autobus i podążyliśmy do lężącej nad oceanem miejscowości Mirissa, czyli tam gdzie początkowo planowaliśmy.