Nuwara Eliya
January 26th, 2008Mała przerwa od Tajlandii. Dziś powrót na Sri Lankę o której pierwszy raz dowiedziałem się z opakowania herbaty, będąc jeszcze dzieckiem. Od tego czasu symbolem Sri Lanki była dla mnie herbata. Oczywiście nie mogliśmy pominąć tego aspektu w programie naszego wyjazdu. Po zwiedzaniu Sigiriyi udaliśmy się do położonej w centrum wyspy miejscowości Nuwara Eliya. Jest to swego rodzaju herbaciana stolica Cejlonu. Miasto zdecydowanie wyróżnia się od innych miast na wyspie. Dominują tam kolonialne domy typu bungalow, jeszcze nie tak dawno zamieszkane przez brytyjskich właścicieli okolicznych plantacji. Miasto położone jest na wyskości 2000 metrów, przez co wyróżnia się także klimatem. Widok dzieci chodzących w czapkach nie jest tam rzadkością
Typowa zabudowa w Nuwara Eliya
Ryszard Kapuściński
January 23rd, 2008Dziś mija pierwsza rocznica śmierci jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy. Jego książki i sposób w jaki pokazuje tak odległy geograficznie świat potrafi zupełnie zmienić sposób postrzegania innych kultur i cywilizacji. Dzięki jego wrażliwości możemy lepiej zrozumieć pewne zjawiska, niektóre przedstawiane dość jednostronnnie we współczesnych mediach. Człowiek, który osobiście jest dla mnie jednym z największych autorytetów, pozostawił po sobie relacje z wydarzeń, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Wybierał się w rejony w czasach dla nich najczarniejszych, po to aby przedstawić światu koszmar ich mieszkańców. Był człowiekiem, którego misją było “uczłowieczanie” w naszych świadomościach ludzi, którzy dla nas często są jedynie bohaterami 30 sekundowych migawek ze środków masowego przekazu. Ryszard Kapuściński we wszystkich opisywanych konfliktach zawsze dostrzegał krzywdę tych bezbronnych ludzi i dla mnie jego książki będą opowiadać przede wszystkim o tej porażającej niesprawiedliwości, która dotyka najsłabszych i nczemu winnych obywateli 3 świata, dla których marzeniem jest posiadanie własnej pary butów.
Sentymentalnie - 2 rocznica wyjazdu do Wenezueli
January 19th, 2008Okazuje się, że dziś mijają dwa lata od czasu pierwszego wyjazdu poza granicę naszego kontynetu. Pewnie to dziwnie zabrzmi, ale czasem żałuję, że widziałem już egzotykę. Bez wątpienia pierwszy raz jest tylko raz :). Napływ przemyśleń, wrażeń i emocji jest wówczas zdecydowanie najbardziej intensywny. Każdy śmierdzący zaułek wydaje się być atrakcją turystyczną na miarę katedry Notre Dame, każda roślina to conajmniej… hmmm nie znam się na tym więc powiedzmy dzika orchidea ;). Jeśli chodzi o wyjazd to jak właśnie uzgodniłem z kolegą Michałem było fajnie. W czasie dwóch tygodni odwiedziliśmy takie miejsca jak Roraima, Merida, a także park Morrocoy nad morzem karaibskim. Myślę, że jak będzie jakaś dłuższa przerwa w wyjazdach i pojawi się brak materiału na bloga, to powrzucam trochę zdjęć i opowieści. Tymczasem jedna fotka z trekingu na Roraimę. Gdyby jednak ktoś teraz już chciał zobaczyć trochę zdjęć z wyjazdu to znajdzie je tutaj:
http://czajek.net/wenezuela/
a także na blogu Michała (polecam):
http://blog.szymanskich.net/?cat=3
Nasz przewodnik na tle Mt. Kukenan
Lampang - pogrzeb mnicha
January 16th, 2008Po dwóch dniach spędzonych w Chiang Mai, udaliśmy się do Lampang. Miasta opisywanego jako miejsce, gdzie ludzie nie są jeszcze zmęczeni turystami. Położone nad rzeką miasto, prowadzi dość powolne i spokojne życie. Po ulicach jeżdżą dorożki, a w restauracjach można spotkać wielu tajskich turystów. W sumie miasto nie jest jakieś atrakcyjne samo w sobie niemniej jednak czas spędzonym w tamtym miejscu był bardzo przyjemny. Będąc w Lampang trafiliśmy do głównej świątyni w mieście. W jej wnętrzu akurat odbywał się pogrzeb osoby pełniącej rolę kogoś w rodzaju buddyjskiego proboszcza. Atmosfera była o wiele bardziej wesoła niż na polskim pogrzebie, w sumie widziałem chyba tylko jedną osobę ze łzami w oczach. Takie wydarzenia zawsze u mnie budzą pytania, jak bardzo można się zbliżyć do bądź co bądź bardzo osobistego wydarzenia.
Konkurs
January 15th, 2008Pora w końcu zacząć się reklamować, w związku z tym zgłosiłem swojego bloga do konkursu. Jeśli komuś podobają się zdjęcia na tej stronie to może na nią zagłosować. Dochód z SMS przeznaczony jest na cel charytatywny, więc żaden spec od marketingu na nim nie zarobi ;).
Więcej szczegółów jak to zrobić:
Muay Thai
January 13th, 2008W Chiang Mai wybraliśmy się na walki Muay Thai. Jak brzmiało hasło na ulotce reklamowej prawdziwy Muay Thai nie udaje walki. Niby chłopaki się nie oszczędzali, ale krwi ani nokautów nie widzieliśmy. Walki w Chiang Mai były dość mocno nastawione na turystów. W zasadzie wśród widowni dominowali przyjezdni, a jedną z ciekawszych rzeczy jest dość emocjonalne podejście do sprawy tajskich kibiców. Z tego co słyszałem to w Bangkoku walki są o wiele bardziej emocjonujące, a widownia bardziej rozgrzana. Mimo wszystko polecam.
Filipiny - Wielkanoc
January 10th, 2008Plan wielkanocnego wyjazdu na Filipiny powstał zaraz po ubiegłorocznej wizycie w Meksyku w tym samym okresie. Obok Meksyku jest to chyba jedyne miejsce w którym uroczystości Wielkiego Tygodnia obchodzone są w tak krwawy i mozna powiedzieć średniowieczny sposób. W związku z tym dziś kilka zdjęć ze znajdującej sie o 2 godziny drogi od miasta Meksyk miejscowości Taxco. Mieszkańcy tego miasta mają zwyczaj uczestniczenia w kilkudniowych procesjach, których kulminacja przypada o dziwo na Wielki Czwartek, kiedy to dziesiątki odzianych w czarne kaptury pokutników podąża wąskimi uliczkami miasta. Pątnikom towarzyszą całe rodziny, sąsiedzi, a także liczni meksykańscy turyści, którzy przybywają do Taxco by poczuć tą niepowtarzalną, pełną mistycyzmu atmosferę. Na mnie natężenie wrażeń, a być może skutek złego odżywiania, a właściwie jego braku (3 dni latania z aparatem) również się odbiło i około pierwszej w nocy najzwyczajniej w świecie zasłabłem. Było to zdecydowanie jedno z najciekawszych wydarzeń w jakich brałem udział.
Chiang Mai - buddyjscy mnisi
January 7th, 2008Po jednym szybkim i intensywnym dniu spędzonym w Bangkoku, nocnym pociągiem dojechaliśmy do Chiang Mai, które jest kolejną egzotyczną Częstochową. Pełne świątyń i zamieszkujących je mnichów miasto, jest także niestety dość popularnym miejscem turystycznym. Całe szczęście miejscowość ta wolna jest od zmasowanej zorganizowanej turystyki, przez co wciąż zachowuje wiele z niesamowitego klimatu. Szczególnie ciekawe wydają się być położone poza miastem i rzadko odwiedzane przez turystów świątynie, w których bez problemu nawiązaliśmy kontakt z buddyjskimi mnichami. Generalnie na Tajlandii każdy szanujący się mężczyzna powinien część swojego życia spędzić jako mnich. Swoją drogą dziwię się, że podobna tradycja nie wytworzyła się w naszej kulturze.
Bangkok
January 6th, 2008W Bangkoku spodziewałem się zmasowanego ataku naciągaczy chcących ubić jakis interes, sprzedać pamiątki, uszyć garnitur, oprowadzić po mieście. Na szczęście miasto okazało się bardzo przyjazne. Jedynie kierowcy tuktuków, kilka razy oferowali godzinną przejażdzkę po mieście, której głównym punktem była oczywiście wizyta u krawca.
Zanieczyszczenie powietrza jest dość poważnym problemem