Szewszawan
July 7th, 2007Nocleg u Berbera
July 6th, 2007Niestety po zwiedzaniu Voloubilis okazało się, że nie mamy gdzie przenocować. Było już ciemno, nie było żadnego transportu. Pracownicy z Voloubilis zaprowadzili nas do przydrożnego sprzedawcy, który miał nas przenocować w swoim namiocie. Pan był bardzo wyluzowany, pewnie dlatego, że jak sam się przyznał od 30 lat palił trawke. Robił to właściwie cały czas, miał nawet swój krzaczek w ogródku. Noc upłynęła pod znakiem walki o miejsce na podłodze z jego dwoma psami i wysłuchiwania ujadania sfory psów, która gdzieś w oddali najprawdopodbniej przygrazała jakiegoś biednego osiołka. Na drugi dzień pan pokazał nam swoją kolekcję monet, która znalazł na okolicznych polach, wyglądała naprawdę imponująco.
Voloubilis
July 5th, 2007Mulay Idris
July 4th, 2007Kolejnym etapem naszej podróży było święte miasto marokańskich muzułmanów, berberyjska Częstochowa, Mulay Idris. Przy jednym z meczetów znajduje się jedyny oprócz meczetu w mieście Mekka okrągły minaret. Oczywiście mieliśmy tam małe przygody. Na początku próbował nas namówić na oprowadzania profesjonalny, władający angielskim przewodnik. Odmówiliśmy, bardzo szybko jednak pojawił się jego młodszy, już nie władający angielskim kolega. Z tego co zrozumieliśmy cena za oprowadzenie miała wynosić 10 dirhanów. Niestety po wszystkim zażądał 100. Targi trwały długo, chłopak był nieustępliwy, całe szczęscie nie chciał wołać swoich kolegów, może to dzięki temu że Beton w czasie obierania niezidentyfikowanego owocu wyciągnął swój nóż :). W końcu zapłaciliśmy chyba 60 i dorzuciliśmy dwa papierosy marki Malboro.
Okrągły minaret w Mulay Idris
Panorama miasta
Nasz przewodnik
Meknes
June 27th, 2007Po jednodniowym pobycie i szczęśliwym odnalezieniu się w Marakeszu, przenieśliśmy się do Meknes. Opisywane jako kulturalna stolica Maroka, trochę nas rozczarowała. Najciekawszą rzeczą jaką tam odnaleźliśmy był bar, w którym piłkarzyki były za 40 gr. Oczywiście rzuciliśmy wyzwanie miejscowym i rozpoczęła się zacięta walka. Poziom był wysoki, a emocji nie brakowało Wynik był remisowy z lekkim wskazaniem na reprezentację Maroka :). Rano byliśmy obserwatorami planu filmowego, niestety słaba znajomość arabskiego sprawiła, że nie dowiedzieliśmy się jaki film był kręcony
Telewizja satelitarna to podstawa
plan filmowy
Marakesz
June 23rd, 2007Po trekkingu w górach Atlasu Wysokiego przenieśliśmy się do Marakeszu. Oczywiście nie obyło się bez przygód. Bardzo szybko z Betonem zgubiliśmy się. Ponieważ jeden z nas nie miał telefonu, odnaleźliśmy się dopiero na drugi dzień i każdy zwiedzał miasto osobno. Marakesz jest niesamowitym miejscem. Wystarczy opuścić pełen turystów plac Dżemaa el Fna, aby zagubić się w wśród wąskich uliczek i poczuć smak berberyjskiej kultury. Czerwone, niesamowite uliczki przemierzają ludzie, których wygląd nasuwa skojarzenia z Gwiezdnymi Wojnami i rycerzami Jedi. Przed wizytą w Marakeszu słyszałem wiele rzeczy na temat uciążliwości mieszkańców, którzy każdego chcą oprowadzać lub ubić jakiś inny interes. To co zobaczyłem, jednak dość mocno się różniło i poruszanie się raczej nie sprawiało problemów. Na drugi dzień spotkaliśmy się z Betonem. Jak się wówczas okazało spędził on czas w o wiele bardziej interesujący sposób. Ponieważ miał problemy z odnalezieniem się w labiryncie uliczek, pomoc z odnalezieniem drogi zaoferował mu mieszkaniec starego miasta. Zanim jednak pokazał mu drogę zaprosił go do siebie do domu. Oprócz delektowaniem się miętową herbatą, Beton miał równiez przyjemność zapoznania się ze wschodnioniemiecką produkcją porno, która właśnie leciała w telewizji satelitarnej
Po wskazaniu drogi zażądał 10 EUR, na co Beton stwierdził “In Poland friendship is for free!” i dał mu 5 EUR.
Mali mieszkańcy Marakeszu
Maroko
June 21st, 2007Kilka fotek z Maroko, a konkretnie z trekingu na Jebel Toubkal. Góra ta wznosi się na wysokość 4167 m n.p.m i jest najwyższym szczytem Afryki północnej. Wraz z Betonem udało się tam wdrapać w maju 2006, także już wieki temu. Więcej fotek na czajek.net

