Che

April 8th, 2010

Zarówno w Salwadorze jak i Nikaragui znalezienie portretu Ernesto Che Guevarry nie jest problemem. W krajach w których sympatie lewicowe i sentyment do rewolucji są wciąż bardzo silne, wizerunek najsłynniejszego rewolucjonisty jest bardzo częstym elementem krajobrazu. Jak widać, na świecie są wciąż miejsca gdzie postać ta budzi gorące uwielbienie. Z tego co kojarzę w Polsce noszenie koszulki z Guevarrą jest łamaniem prawa. Mam nadzieję, że przynajmniej można umieszczać jego zdjęcia w internecie ;)

che

San Salwador

che-2.jpg

Estelli, Nikaragua

che

Prom kursujący na jeziorze Nikaragua. Miejscowość San Jorge

EL Salwador

March 21st, 2010

El Salwador

El Salwador

El Salwador

el_salwador-4.jpg

el_salwador-51.jpg

El Mozote

March 14th, 2010

W 1981 roku w małej miejscowości El Mozote na południu Salwadoru, doszło do największej masakry ludności cywilnej w rejonie Ameryki środkowej. W czasie kilkudniowej pacyfikacji, szkolone przez Amerykanów elitarne jednostki rządowe dokonały rzezi na tamtejszej społeczności. W jej wyniku zginęło ponad 800 osób, z czego połowa stanowiła dzieci. W takich miejscach uzyskuje się trochę inne spojrzenie na okres zimnej wojny. W utartym przekonaniu podział był prosty - źli Sowieci i dobrzy Amerykanie. Odwiedzając takie miejsce, podział znika.  Obie strony konfliktu przedstawiają się jako broniące przede wszystkim własnych interesów imperia. Rola Amerykanów w konflikcie była dość znacząca. Oprócz wsparcia finansowego, Amerykanie nie tylko szkolili rządowe oddziały ale również uczestniczyli w walkach. Nie chcę już więcej pisać o historii. Odsyłam natomiast do artykuły Raymonde’a  Bonnera, który napisany został miesiąc po masakrze:
Massacre Of Hundreds Reported In Salvador Village.
Chciałem natomiast napisać jak miejscowość wygląda dziś, przynajmniej tyle ile udało mi się zaobserwować. Pierwszy ślad wojny był na twarzy pewnej starszej kobiety. Przynajmniej tak mi się wydawało. Jej nos pokrywała dość głęboka blizna, z oczywistych względów nie pytałem o jej pochodzenie. Wojna była właściwie tutaj moim jedynym skojarzeniem.

W samej wiosce niewiele się działo. Tuż przed nami pojawił się bus z grupą turystów. Chcąc uniknąć tłoku postanowiliśmy przejść się po okolicy. W jednym z barów spotkaliśmy młodą Amerykankę, która mieszkała w El Mozote już ponad rok pracując jako wolontariuszka. Pytałem się jak ludzie ją odbierają, w sumie mogą mieć do Amerykanów duży mówiąc delikatnie żal. Odpowiedziała, że funkcjonuje jako Chinka (to z racji jej koreańskiego pochodzenia i co za tym idzie azjatyckich rysów twarzy) i nie ma z tym problemów. Inny amerykański akcent odnalazłem na placu, tuż na przeciwko kościoła w którym dokonywano egzekucji. Na jego środku znajdowała się studnia wybudowana przy pomocy US AID. Oczywiście została na niej umieszczona amerykańska flaga. Jakoś to wszystko mi nie pasowało. Kraj który dekadę wcześniej wspierał dyktaturę odpowiedzialną za masakrę, buduje tym którzy ocaleli studnię umieszczając do tego swoją flagę. Nie chcę być tu posądzony o jakąś skrajną lewicowość, ale coś tu jakby nie gra.

El Mozote

Pani spotkana w drodze do El Mozote

El Mozote

Studnia ufundowana przez US AID

El Mozote

Pomnik pamięci ofiar masakry z 1981 roku

San Salwador

March 9th, 2010

Jeszcze przed wyjazdem czytałem, że stolica jest w miarę interesującym, lekko kosmpolitycznym miastem. Pierwsze wrażenie było dość odmienne. Strażnicy z shotgunami przed hipermarketami (to akurat nie było większym zaskoczeniem), prostytutki oferujące swoje usługi używając w tym celu języka ciała, ulice pełne straganów na których można było kupić głównie owoce i płyty CD, brak lokalnej waluty (w Salwadorze oficjalną walutą jest US$, fakt że dowiedziałem się o tym dopiero na miejscu nie świadczy dobrze o moim przygotowaniu). Dopiero po jakimś czasie przeczytałem, że dzielnica w której zamieszkaliśmy nie jest jakoś specjalnie bezpieczna ani atrakcyjna turystycznie. No chyba, że jak to napisali ktoś lubi takie klimaty.

San Salwador

San Salwador

San Salwador

San Salwador

San Salwador

Ameryka środkowa - czy tam pokazują olimpiadę?

February 12th, 2010

Jutro do Meksyku, by w niedzielę rano zabrać się porannym lotem do Salwadoru. A stamtąd to już z górki. Autobus do San Miguel, później przesiadka do Perquin. Nastpęnie przez Honduras do Somoto w Nikaragui, później pobyt w Estelli, Matagacalpie, Boaco, Juicigalpie, Rio San Juan, San Carlos, a potem do San Jose w Kostaryce. Stamtąd samolot do Frankfurtu  i jestem w domu. To tyle dokąd.

Ciekawe czy będą pokazywać olimpiadę. W sumie to chyba szanse niewielkie, ale jak znajdę jakiś bar z transmisją, to obiecuję, że wszyscy bywalcy będą wiedzieć kto to Małysz, no i oczywiście Justyna Kowalczyk. Opowiem co to telemark (w końcu jak na prawdziwego mieszkańca Polski jestem ekspertem w skokach narciarskich), a w przypadku złotego medalu Małysza zdradzę przepis na bułkę z bananem.

Oczywiście ze sportów to nastawiam się na walki kogutów. Przede mną dwa weekendy, więc mam nadzieję że się załapię.  Poza tym góry w Salwadorze i Nikaragui. No i oczywiście tortilla, mnóstwo tortilli… brrr nie cierpię tego.

Adios