Lampang - WAT PRA THAT LAMPANG LUANG
April 25th, 2008Zdjęcia z głównej świątyni prowincji Lampang. Świątynia w odróżnieniu od innych które widzieliśmy w Tajlandii była drewniana i opisana, że została wybudowana w stylu birmańskim. Najciekawszą rzeczą którą tam widziałem, był niepozorny budynek, a właściwie to co w nim się znajdowało. Przed wejściem widniała tabliczka zabraniająca wstępu kobietom. Ponieważ było to jedyne takie miejsce w Tajlandii spodziewałem się czegoś ciekawego. Po wejściu wielkie rozczarowanie, właściwie nie wiedziałem czego szukać. Oprócz ścian i jakiegoś zawieszonego kawałka materiału nie było tam niczego. Dopiero gdy ktoś zamknął drzwi na rozwieszonym prześcieradle można było zaobserować efekt rozszczepienia światła. Niby nic, ale kilkaset lat temu, kiedy zjawisko to nie było zbadane, na wiernych musiało to robić duże wrażenie. Mi się bardzo podobało i zostałem na kilka seansów. Inną ciekawą zaobserwowaną rzeczą, było mierzenie się wielkim kijem. Po krótkiej obserwacji sytuację tłumaczyliśmy sobie następująco: ludzie najpierw się mierzą, później się modlą, za moment znów się mierzą i wychodzi że są więksi :). W sumie nie ma to większego sensu, ale tak to zinterpretowaliśmy.
Przed wejściem do budynku była tabliczka zakazująca wstępu kobietom (było to oczywiście łamane)
Lampang - pogrzeb mnicha
January 16th, 2008Po dwóch dniach spędzonych w Chiang Mai, udaliśmy się do Lampang. Miasta opisywanego jako miejsce, gdzie ludzie nie są jeszcze zmęczeni turystami. Położone nad rzeką miasto, prowadzi dość powolne i spokojne życie. Po ulicach jeżdżą dorożki, a w restauracjach można spotkać wielu tajskich turystów. W sumie miasto nie jest jakieś atrakcyjne samo w sobie niemniej jednak czas spędzonym w tamtym miejscu był bardzo przyjemny. Będąc w Lampang trafiliśmy do głównej świątyni w mieście. W jej wnętrzu akurat odbywał się pogrzeb osoby pełniącej rolę kogoś w rodzaju buddyjskiego proboszcza. Atmosfera była o wiele bardziej wesoła niż na polskim pogrzebie, w sumie widziałem chyba tylko jedną osobę ze łzami w oczach. Takie wydarzenia zawsze u mnie budzą pytania, jak bardzo można się zbliżyć do bądź co bądź bardzo osobistego wydarzenia.
Muay Thai
January 13th, 2008W Chiang Mai wybraliśmy się na walki Muay Thai. Jak brzmiało hasło na ulotce reklamowej prawdziwy Muay Thai nie udaje walki. Niby chłopaki się nie oszczędzali, ale krwi ani nokautów nie widzieliśmy. Walki w Chiang Mai były dość mocno nastawione na turystów. W zasadzie wśród widowni dominowali przyjezdni, a jedną z ciekawszych rzeczy jest dość emocjonalne podejście do sprawy tajskich kibiców. Z tego co słyszałem to w Bangkoku walki są o wiele bardziej emocjonujące, a widownia bardziej rozgrzana. Mimo wszystko polecam.
Chiang Mai - buddyjscy mnisi
January 7th, 2008Po jednym szybkim i intensywnym dniu spędzonym w Bangkoku, nocnym pociągiem dojechaliśmy do Chiang Mai, które jest kolejną egzotyczną Częstochową. Pełne świątyń i zamieszkujących je mnichów miasto, jest także niestety dość popularnym miejscem turystycznym. Całe szczęście miejscowość ta wolna jest od zmasowanej zorganizowanej turystyki, przez co wciąż zachowuje wiele z niesamowitego klimatu. Szczególnie ciekawe wydają się być położone poza miastem i rzadko odwiedzane przez turystów świątynie, w których bez problemu nawiązaliśmy kontakt z buddyjskimi mnichami. Generalnie na Tajlandii każdy szanujący się mężczyzna powinien część swojego życia spędzić jako mnich. Swoją drogą dziwię się, że podobna tradycja nie wytworzyła się w naszej kulturze.
Bangkok
January 6th, 2008W Bangkoku spodziewałem się zmasowanego ataku naciągaczy chcących ubić jakis interes, sprzedać pamiątki, uszyć garnitur, oprowadzić po mieście. Na szczęście miasto okazało się bardzo przyjazne. Jedynie kierowcy tuktuków, kilka razy oferowali godzinną przejażdzkę po mieście, której głównym punktem była oczywiście wizyta u krawca.
Zanieczyszczenie powietrza jest dość poważnym problemem
Świat jest coraz mniejszy
January 3rd, 2008Ostatnie dwa wyjazdy przyniosły nieoczekiwane spotkania. Na Sri Lance spotkałem na plaży soczącego sobie piwko kolegę z pracy,
natomiast w Bangkoku natrafiłem na koleżankę ze studiów. Coraz mniej na świecie miejsc nieskażonych turystyką, więc chyba trzeba zacząć je odwiedzać póki w ogóle jeszcze takie są.
Tajlandia
December 24th, 2007Kilka dni urlopu nie mogło pozostać niewykorzystane. Najbliższy czas spędzę w kraju Tajów. W planach zwiedzanie mniej turystycznej, północnej części. Jeśli chodzi o szczegóły wyjazdu, to wyjdą one w praniu. Zdecydowanie najbardziej spontaniczny z wyjazdów.
